Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Miasto, które nigdy nie śpi

środa, 10 lutego 2010 17:05

Spełniło się jedno z moich marzeń. Odwiedziłem niedawno Nowy Jork - miasto osławione, multikulturowe, będące ikoną współczesnego świata.


Opinie przed wylotem słyszałem różne, jednak żadna z nich w stu procentach nie znalazła odzwierciedlenia w rzeczywistości. I na tym chyba polega magia Nowego Jorku. Jego zjawiskowość wywołuje u każdego turysty skrajnie różne emocje.

Widok na Manhattan


Zwiedzając Manhattan miałem wrażenie, że przenoszę się do zupełnie nowego świata,  w którym czas płynie nie tyle szybciej, co inaczej.  Nowy Jork żyje 24 godziny na dobę. Jego mieszkańcy pomimo szaleńczego pośpiechu i wydawałoby się ekspresowego trybu życia, zawsze jakimś cudem znajdują czas na rozmowę, uśmiech i poranna gazetkę.


Niesamowita jest też infrastruktura Nowego Jorku. Spokojny i ułożony  krajobraz peryferii, zmienia się  nagle w drapieżny i wyniosły na Manhattanie. Rozświetlony tysiącami neonów Time Square, potężny Empire State Building, sławna Piąta Aleja i ogromny Central Park, w którym odpocząć można od zgiełku metropolii.




Polak w Nowym Yorku


Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja znalazłem mnóstwo małych, kameralnych restauracji  z bardzo dobrą kuchnią arabską i hiszpańską. Kulinarnym odkryciem był dla mnie kawałek amerykańskiej, „starzonej" wołowiny - T-bone Steak. Mięso zanim trafi na talerz przez miesiąc dojrzewa w chłodni. Po tym czasie pokrywa się grubą na 4 cm warstwą pleśni, która przypomina moherowy kocyk z długim włosiem. Smakuje wybornie.



Polonia potrafi zadbać o podniebienia


Zbudowała mnie solidarność Polonii. Ciepłe ich przyjęcie i pogodne nastawienie do życia. Wielu osobom chciałbym serdecznie podziękować -  Haniu i Waldku dzięki za wspólne gotowanie. Koleżanki z Polameru - obiadek z żurkiem w tle był bardzo smaczny. Grażynko, o apetycznym jak moje nazwisku - zwiedzanie Nowego Yorku samochodem...bezcenne!


Wyprawa nie odbyłaby się bez Marioli Durzyńskiej, dziennikarki Polskiego Radia Nowy Jork i mojej serdecznej koleżanki, której jesteśmy na zawsze dłużni za zaproszenie. Dziękujemy razem z Monią.

komentarze (4) | dodaj komentarz

Kawa z tuńczykiem?

wtorek, 10 listopada 2009 11:21

Aromat kawy doskonale sprawdza się nie tylko w filiżance, lecz również na talerzu. Nawet jeśli brzmi to niewiarygodnie. Przekonywałem o tym gości Obiadu Czwartkowego, imprezy która odbyła w warszawskiej restauracji Belvedere.


Kawa z cielęciną, szparagami i tuńczykiem? Czemu nie! Henryk Nieciejowski, szef kuchni restauracji  Belvedere,  przygotował na nasze spotkanie zaskakujące menu. W autorskiej karcie dań znalazł się m.in. tuńczyk marynowany w kawie i pieprzu oraz krem z białych szparagów z kawowym cappuccino. Kawa uzupełniła też aromat mięsa w daniu głównym - pieczona polędwiczka cielęca podana została z puree z zielonego groszku, chutney'em z moreli i kawowym sosem. Palce lizać.

 


Tuńczyk marynowany w kawie


Nawet śpiochy mogą pozwolić sobie na „małą czarną". Espresso bowiem, choć mocne w smaku, nie ma silnych właściwości pobudzających. Parzone jest krócej niż 30 sekund i zawiera minimalne ilości kofeiny. Przyznam szczerze - ta wiadomość nieco mnie zaskoczyła, ale zgodnie z tym co mówił pan Tomasz Poprawka z firmy Coffee Coast, warto wieczorową porą spróbować odpowiednio zaparzonej kawy i przekonać się na własnej skórze.


W kawie można także malować - mlekiem! Udowodnił to Sławomir Saran, mistrz polski baristów, który podczas spotkania raczył nas znakomicie zaparzonym napojem. Na bazie włoskiej kawy Veronesi przygotował doskanełe espresso. Pokazał na czym polega sztuka Art Cafe. Co tu dużo mówić - zobaczcie na zdjęciu poniżej. Chapeau bas!



Art Cafe


Obiady Czwartkowe to oprócz ciekawej dyskusji i obłędnego menu są także spotkaniem charytatywnym. Podczas spotkań goście podpisują oryginalne pamiątki, które potem wystawiane są na aukcjach. Tak uzyskane fundusze wspierają konto „Pajacyka", programu dożywiania dzieci w szkołach.

Tym razem goście wśród których byli i m.in. dziennikarka TVN-u Agnieszka Cegielska, felietonista Jerzy Iwaszkiewicz oraz popularni w Polsce obcokrajowcy Witold Casetti i Conrado Moreno, podpisali tradycyjny, drewniany młynek do kawy. Już niedługo będzie wystawiony na aukcję.

 


Goście spotkania w komplecie


Dzieciakom pomóc może każdy z Was! Zachęcam do codziennego klikania „Pajacyka"



Obiad Czwartkowy pt. „Filiżanka Zmysłów" był już XX-stym spotkaniem z cyklu. To dla mnie duża przyjemność, że dzięki pracy, którą wykonuję, mogę nie tylko popularyzować kulturę stołu i polską kuchnię, ale również pomagać potrzebującym. Dlatego przy okazji jubileuszowego spotkania chciałbym wspomnieć mecenasa spotkań, firmę Philipiak Polska. Bez inicjatywy i wsparcia firmy całe przedsięwzięcie nie byłoby możliwe.


Chciałbym też serdecznie podziękować Romanowi Czejarkowi, z którym wspólnie od samego początku prowadzimy spotkania. Romek z sobie tylko znanym urokiem potrafi okiełznać moją skłonność do dłuuuuugich dygresji.


Przy okazji jeżeli nie poznaliście Romka Czejarka w „Lecie z Radiem" i porankach radia VOX , polecam teleturniej „Gilotyna" w TVP 2", który on prowadzi.

komentarze (13) | dodaj komentarz

Kulinarny dyplomata

poniedziałek, 02 listopada 2009 15:33

Z ogromną przyjemnością prowadzę kulinarne warsztaty dla przedstawicielek korpusu dyplomatycznego, akredytowanych w Warszawie. Wspólnie z Paniami Ambasadorowymi odkrywamy tajemnice polskiej kuchni.

 



Polska ma bogatą tradycję kulinarną i świetne, różnorodne potrawy. Możemy się nimi chwalić na całym świecie. Krzewienie rodzimej kultury kulinarnej daje nam duże możliwości przy budowaniu pozytywnego wizerunek naszego kraju. Tym bardziej, jeżeli robimy to w znakomitym gronie.


Kulinarną podroż po Polsce zaczęliśmy od nauki przygotowania tradycyjnych polskich pierogów. Panie Ambasadorowe poznały tajniki odpowiednich proporcji składników ciasta. Posmakowały różnych rodzajów nadzienia.

 

Przekazaliśmy też wiedzę na temat zdrowego i smakowitego przyrządzania ryb. Sandacz, szczupak i karp to, dla osób pochodzących np. z dalekiej Azji, potrawy bardzo egzotyczne.

Z dumą nawiązywałem do przysłowia z magnackich dworów Europy, które podkreślało wartość naszej tradycji kulinarnej - „Od paszteta miej Francuza, a od ryb Polaka".


Okazuje się, że Polska kuchnia nie ma granic, a wspólne gotowanie sprawia wiele radości i jest okazją do wymiany doświadczeń. Już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z ambasadorowymi. Przybliżymy dyplomatom kulinarną tradycję świąt Bożego Narodzenia. Jestem przekonany, że poznam też kilka świątecznych smaczków z dalekich zakątków globu.


Spotkania nie odbyłyby się, gdyby nie wsparcie znakomitej warszawskiej restauracji Belvedere, wspieranej przez Polish Vodka Association, firmę Philipiak Polska, firmę Tedmar oraz Allegro. Dzięki nim zyskujemy swoich wpływowych „ambasadorów" na całym świecie. Nasza kuchnia i kultura stołu, całkowicie zasłużenie, stają się cennymi wizytówkami Polski.


komentarze (2) | dodaj komentarz

W oparach mięty

poniedziałek, 12 października 2009 17:13

Podróż do Maroka to szczególne z moich kulinarnych odkryć. Wspólnie ze „Smakami podróży" i TVP 1 wyruszyliśmy do Tetuanu i Chefchaouen, by spróbować egzotycznych smaków północnej Afryki.


Te dwie malownicze miejscowości nie są może tak znane jak Marrakesz czy Casablanka. Gwarantują jednak możliwość poznania kultury i zwyczajów, bez charakterystycznego, turystycznego zgiełku. Obie znajdują się w północnej części Maroka. Położone są w niewielkiej odległości od Ceuty, hiszpańskiej enklawy na terytorium Afryki. Dwie miejscowości, ale i dwa różne miejsca, których nie sposób porównać.


W Tetuanie medyna, czyli stara, targowa część miasta, otwiera przed przybyszem żywe i prawdziwe smaki Maroka. Nie każdy powinien tam  wchodzić samemu. Najlepiej wziąć ze sobą przewodnika, który zapozna nas z miejscowymi zwyczajami.



Tu nikt nie czaruje - tu się handluje, zarabia, częstuje znajomych lub po prostu żyje z dnia na dzień. Przy tym spróbować  można fantastycznych przysmaków. Choćby przepysznych oliwek marynowanych w różnych przyprawach. Dla żądnych wrażeń są też„świeże ryby", opalające się w niemal 40-sto stopniowym upale.


Chefchouen to prawdziwy rarytas dla miłośników małych kameralnych miasteczek, z unikalną architekturą i kolorami. Wszystko wygląda jak z bajki. Niebieskie, malownicze uliczki i mnóstwo kwiatów. Uśmiechnięci sprzedawcy w sklepach z pieczywem, ciastkami i przydatnymi ziołami.. Niesamowite knajpki.



To co łączy te dwa różne miasta to kulinaria. W obu popularne jest  tagine,. Ta tradycyjna potrawa swoją nazwę  wzięła od glinianego naczynia, w którym się ją gotuje. Tagine to rodzaj gulaszu. Często przygotowany z kaszą kus kus - zupełnie inną niż w naszych sklepach - lub też bez niej. Doprawiony najczęściej kolendrą lub cuminem.


W Maroku tagine występuje tu najczęściej w wersji mięsnej z baraniną lub kurczakiem. Często podawany jest również jako potrawa wegetariańska. Największe zaskoczenie to wołowe tagine z suszonymi daktylami, cynamonem i miodem. Uwierzcie, to jedna z najbardziej niesamowitych potraw pod względem koloru i zapachu.


Nie da się zwiedzić Maroka „od kuchni"  i nie spróbować równie popularnej, co tagine zupy hariry. Jej podstawą jej jest wywar mięsny, a wkładki to baranina, ciecierzyca, kolendra i cytryna. Pokochałem harirę i do dzisiaj bardzo chętnie do niej wracam.


Maroko słynie także z herbaty. Jej aromat jest mocno wyczuwalny  w każdym miejscu, gdzie spotykają się miejscowi - głównie mężczyźni. Nie jest to typowy napój, znany przeciętnemu europejczykowi. W rzeczywistości to  słodka jak ulep lura herbaciana z całymi łodygami zielonej, świeżej mięty.


Wypić daje się na raz tylko jedna filiżankę, ale już po godzinie przychodzi ochota na kolejną. A największa chrapka na herbatkę w Maroku przychodzi po kilku miesiącach od powrotu.

 

komentarze (5) | dodaj komentarz

Meksyk pachnący papryką

poniedziałek, 31 sierpnia 2009 10:26
Wreszcie odwiedziłem ojczyznę Azteków, chociaż podobno półwysep Jukatan to nie jest jeszcze ten „prawdziwy Meksyk". Od czegoś trzeba jednak było zacząć:-]

Podróż  do Meksyku to z dwóch powodów niezapomniane przeżycie. Po pierwsze, możliwość empirycznego poznania zupełnie innej kultury. Spotkania z ludźmi tak inaczej postrzegającymi rzeczywistość. Spokój, życzliwość na każdym kroku i zamiast grymasu na twarzy, szczery uśmiech u większości rdzennych mieszkańców.


Po drugie, to jedna z najpiękniejszych podróży kulinarnych jakie odbyłem. Półwysep Jukatan jest miejscem magicznym. Z podziwem patrzyłem na historyczne budowle, które przypominają misterne konstrukcje z klocków lego. Jednak dopiero 200 km w głąb kraju, na starym miejskim bazarze poczułem aromat egzotycznej krainy. Smaki wędzonej papryki, która oczarowała mnie niemal jak kolendra.

 

Smażona, czy gotowana wołowina, a w zasadzie to, co z niej zostało, czyli sama skóra z dużą ilością limonki - dla mnie stanowiła prawdziwy rarytas. Tortilla wypiekana w mini „kombajnie" nic a nic nie przypominająca tej, którą mamy na ojczystej ziemi. Guacamole i inne cudownie pachnące sosy na bazie zielonych lub czerwonych pomidorów podawane absolutnie do wszystkiego.


Pierwszy raz spotkałem się z marynatą do mięs i ryb pod nazwą Achiote. To czerwona masa, która w smaku jest lekko kwaskowa i, jak się okazuje, nie tylko w Meksyku smakuje dobrze z mięskiem.

Mam ważną przestrogę dla podróżnych.  Uważajcie, gdy w Meksyku zamawiacie chilli con carne. Może się okazać, że dostaniecie kawałek wołowiny z papryczka chilli.  Tak rozumieją tę nazwę meksykanie.


Chilli con carne które kosztujemy w Europie to tylko z pozoru tradycyjna potrawa z Meksyku. Tak naprawdę to rodzaj kuchni tex-mex mającej więcej wspólnego z zachodem USA niż prawdziwym Meksykiem.  Krajem, który kojarzy mi się od teraz ze wspaniałą kuchnią, fantastycznymi ludźmi i pięknymi krajobrazami. Właśnie w tej kolejności.


Za wspólne odkrywanie kulinarnych tajemnić Meksyku chciałbym bardzo podziękować tygodnikowi "Gala" oraz całej ekipie "Smaków podróży". Szczególne podziękowania należą się Marcinowi Suderowi, autorowi zdjęć.

komentarze (11) | dodaj komentarz

 12345  »

sobota, 20 marca 2010

Licznik odwiedzin: 125645

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 06.02.2010 15:17:11
  • autor: CARMEN
  • treść: BARDZO FAJNY BLOG, Ś...

Głosuj na bloog

Średnia ocen: 3.95
Oddano głosów: 1554

Wróć do głosowania

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: